Strony: [1]

CHASYDZI.

  • Kiara
  • Administrator
  • Ekspert
  • *****
  • Wiadomo¶ci: 2458
  • Zobacz profil
CHASYDZI.
« : Luty 02, 2010, 18:05:38 »

http://univ.gda.pl/~literat/tematy/index.htm

SPOTKANIE Z CHASYDAMI.

     Intencj± mego artyku³u, który pocz±tkowo pomy¶lany by³ jeszcze skromniej - jako ustne sprawozdanie dla niewielkiego grona niemieckich przyjació³ - by³o podkre¶lenie tych ¿ywych, indywidualnych, ba, lokalnych aspektów chasydyzmu, którym w dotychczasowych publikacjach po¶wiêcono niewiele uwagi. Poniewa¿ aspekty te by³y mi dostêpne z osobistego do¶wiadczenia, s±dzê, ¿e choæ nie-¯yd, jestem przynajmniej czê¶ciowo uprawniony do zabrania g³osu w sprawie ruchu, który tak g³êboko zakorzeniony jest w ¿ydostwie; mo¿na by oczywi¶cie wysun±æ przeciw temu zasadnicze zastrze¿enia. Jestem mianowicie zdania - wbrew ci±gle jeszcze rozpowszechnionemu mniemaniu - ¿e przynale¿no¶æ wyznaniowa i tradycyjna w wypadku prze¿yæ tak intymnych jak religijne nie wyklucza bynajmniej obiektywno¶ci, lecz ¿e otwiera ³atwiej zrozumienie i zmys³y ni¿ wewnêtrzny ch³ód, obojêtno¶æ i obco¶æ. To w³a¶nie uwa¿am za moj± legitymacjê, ¿e znam te zjawiska z mej ojczyzny w Karpatach Wschodnich i ¿e od czasu dzieciñstwa niejednego ju¿ do¶wiadczy³em i niejedno prze¿y³em. Tak wiêc zjawiska te nie s± mi obce, mimo ¿e opisanie ich wymaga ode mnie tym wiêcej wysi³ku, który musi tu zast±piæ tradycyjne wprowadzenie w ka¿d± religiê. Wewnêtrzna obecno¶æ do¶wiadczeñ i obrazów daje niejako gwarancjê, ¿e nie pochodz± z lektury i ¿e nie mieszam ich ze zjawiskami innej, w jaki¶ sposób pokrewnej mistyki.

    Nale¿y podkre¶liæ jeszcze dwie inne trudno¶ci: w ci±gu swej historii, a¿ do koñca, chasydyzm by³ religi± biedaków. Na tym polega³a nawet jego si³a, gdy¿ wymaga³ dla modlitw i dla ¶wi±t przemiany, prawdziwego wzlotu, w oddaleniu od nêdznego uganiania siê, od prozaicznych trosk dnia codziennego. Ludziom, którzy nie byli nigdy naprawdê biedni, nie by³o ³atwo w¿yæ siê w punkt wyj¶ciowy chasydyzmu. Chasydzi byli - nie tylko w sensie materialnym, ale i duchowym - ubodzy, pro¶ci i prostoduszni. Dla ludzi wykszta³conych podwójn± trudno¶ci± by³o zanurzyæ siê w ow± namiêtno¶æ modlitwy i prze¿ycia religijnego bez fa³szowania ich. Zdumiewaj±ce jest wprawdzie, jak czêsto pewien rodzaj teologii wype³nia ¶wiadomo¶æ chasydów, lecz poniewa¿ pozostaj± uwiêzieni w swych codziennych zawodach i zajêciach, bardzo rzadko udaje siê im po¶wiêciæ porz±dnemu studium -zamiast tego obrazy z ich codziennego ¶wiata wznosz± siê do znaczenia symboli religijnych. Ca³e ich skromne ¿ycie staje siê w pewien sposób nieustannym wo³aniem do Boga - jest to ¶wiat niemal niedostêpny umys³owi wykszta³conemu na ksi±¿kach. Kto natomiast ma serce i zrozumienie dla spontaniczno¶ci, dla tryskania ¼róde³, tego spojrzenie zwróci siê chêtnie i nie bez zdumienia ku prze¿yciu chasydów.

    Nie jest s³uszne, co najmniej niedok³adne, gdy siê tak czêsto okre¶la g³ówn± koncepcjê chasydyzmu jako panteistyczn±. Nie ma tam chyba znikniêcia lub sfa³szowania Istoty Boga. Raczej chodzi o ow± obecno¶æ Boga, o której Dante powiedzia³, ¿e nie jest ona ograniczona jedynie do nieba - „non circonscritto”.

    Pesymizm Kaba³y, jej zaprzeczenie ¿ycia, jej surowa asceza s± znane. By³y one bez w±tpienia spowodowane równie¿ przez nieprzerwanie straszne losy ¿ydostwa. Boga wzywano ci±gle, prze¿ywano nawet mistycznie - lecz dla radykalnego pesymizmu pozostawa³ On zawsze daleki od wszelkich spraw tego ¶wiata. Ale czy chasydzi mieli kiedykolwiek jakie¶ zewnêtrzne powody do optymizmu? Absolutnie nigdy. Pogr±¿eni w pracy i w biedzie nie znajdowali nieraz nawet czasu, aby ¶wiêtowaæ szabas wed³ug przepisu swych rabinów. Je¶li kto zakosztowa³ do dna gorzkich owoców biedy i ca³kowitej zale¿no¶ci w ¿yciu codziennym, to w³a¶nie ci mali rzemie¶lnicy i kupcy, po¶rednicy, wo¼nice, pachciarze i pasterze. W dawnej Rosji, za czasów Miko³aja I, istnia³a anegdota, ¿e im bardziej w³adza mêczy³a ¯ydów ciê¿arami i prze¶ladowaniami, tym mniej mieli oni czasu na p³acz i narzekanie: w koñcu ¶miali siê i w³adza musia³a zrozumieæ, ¿e jej surowo¶æ zupe³nie chybi³a celu. To by³oby symboliczne dla ¿ycia chasydów. Brak wykszta³cenia i owego zadowolenia, jakie daje wierz±cym dok³adne wype³nianie przepisów rytualnych, nie zdo³a³y zgasiæ ¶wiadomo¶ci obecno¶ci Boga; ich ¿ycie codzienne by³o prze¿ywane na ró¿ne sposoby jako symbol tej obecno¶ci. Ci¶niêci g³êboko w otch³anie wygnania, nie zapominali jednak nigdy, ¿e s± dzieæmi Bo¿ymi. Ba, wygnanie wzmocni³o ich opór i sta³o siê powodem do rado¶ci, gdy¿ odnale¼li w nim skarb owego starego dziedzictwa: „Mer hoben ja inzern Tate im Him³” (Mamy przecie¿ naszego Tatê w niebie), pociesza ¶piewana w ¿ydowskim dialekcie pie¶ñ chasydów.

    Aby nadaæ tej od dawna przygotowywanej przemianie wyraz, formê ³ s³owo, potrzebna by³a wielka postaæ proroka i reformatora religijnego. Takiego mistrza znalaz³o ¿ydostwo w dawnej Polsce w osobie Rabbiego Izraela ben Eliezera, zwanego Baal Szem Tow, dos³ownie „Mistrz Dobrego (tj. Boskiego) Imienia”. W po³owie XVIII wieku, w okresie gdy ¯ydów wzrusza³y najpierw kurczowe nadzieje, potem rozczarowanie, rozpacz i bezradno¶æ, znalaz³ on czarodziejski klucz, który ³akn±cym duszom otworzy³ now± drogê chasydów, to znaczy pobo¿nych, ³agodnych i pe³nych dobrej woli ludzi. Historia i nauka chasydyzmu s± na ró¿ne sposoby interesuj±ce, ale legenda ma mo¿e jeszcze wiêksze znaczenie. W niej znajdujemy bowiem ¶wiadectwo konkretnego prze¿ycia, i jest godne podkre¶lenia, ¿e te legendy, te ustnie przekazane s³owa Baal Szem Towa i jego uczniów, gdzieniegdzie ¿yj± a¿ po dzieñ dzisiejszy w pojedynczych rodzinach zarówno po¶ród ¯ydów, jak i w¶ród ch³opów chrze¶cijan.

    Nazwa „chasydzi” pojawia³a siê wielokrotnie w historii ¿ydostwa. Gdy sêdziwy Matatiasz podniós³ protest przeciw edyktowi króla i kaza³ dzia³aæ swym synom i braciom Machabeuszom wed³ug Przymierza ich ojców z Bogiem, wówczas chasydzi wyszli z jaskiñ na pustyni, aby przy³±czyæ siê do oporu. Pó¼niej kap³ani poró¿nili siê wprawdzie ze spadkobiercami Machabeuszów, jest jednak pewne, ¿e owi chasydzi uwa¿ali siê za prawowiernych wykonawców Zakonu i ¿e w poczuciu swej czysto¶ci rytualnej trzymali siê skrupulatnie na osobno¶ci od nieczystych przeciwników.

    O polskich chasydach mo¿na by powiedzieæ niemal odwrotnie - i ich przeciwnicy nie omieszkali tego uczyniæ - uwa¿ano ich za heretyków z powodu ich nieu¶wiadomienia i braku wykszta³cenia (sam jeszcze s³ysza³em okre¶lenie am horec, co dos³ownie oznacza „cz³owiek od ziemi”, a wiêc ch³op, analfabeta).

    Nazwê chassidim spotykamy ponownie z pocz±tkiem ery chrze¶cijañskiej. Tym razem s± to owi mali, biedni i bardzo porz±dni rzemie¶lnicy, którzy ¿yj± rozproszeni po ca³ym obszarze imperium rzymskiego i stanowi± dla aposto³a Paw³a podstawê i punkt nawi±zania jego my¶li, szczególnie w Grecji. Ci „chasydzi” dadz± siê ³atwiej porównaæ z polskimi ni¿ poprzedni, albo dok³adniej: z ow± grup± ¿ydowsk±, która stanowi³a w XVIII w. ¶rodowisko dla rozwiniêcia siê polskiego chasydyzmu, z t± tylko ró¿nic±, ¿e ci ostatni po okrucieñstwach wojen kozackich byli jeszcze biedniejsi i bezradniejsi (¯ydzi na wschodzie Polski potracili chwilowo nawet sta³e siedziby i prowadzili niespokojne ¿ycie tu³aczy). Jeszcze bardziej ni¿ owi biedacy w imperium rzymskim potrzebowali pociechy od swych duchowych nauczycieli, i to nie tylko z kazañ, ale tak¿e z cudownych znaków. Jaki¿ zatem by³ ten czarodziejski klucz Baal Szem Towa?

    Przede wszystkim by³a nim jego prawowierno¶æ, i tego nie da siê do¶æ podkre¶liæ. Wyst±pienie jego mia³o miejsce na tle nieograniczenie akceptowanego autorytetu tradycji i obyczaju. Natomiast odwrócenie siê od ascezy i od surowych postów, od zbyt pedantycznego formalizmu by³o tym czym¶ nowym i wyzwalaj±cym, co jego biedni i nieuczeni zwolennicy przyjêli z entuzjazmem. Tym jednak, co nadawa³o jego dzia³alno¶ci specjaln± moc, by³o zaufanie do Boga, rado¶æ z tego zaufania i nauka, ¿e dla czystych serc Bóg osi±galny jest na wielu drogach.

    Z pewno¶ci± chasydom nie zale¿a³o na sztywnym wyk³adzie doktryny i dogmatów. Od pychy wyznaniowej chroni³o ich samo ju¿ nêdzne stanowisko spo³eczne oraz brak wykszta³cenia. Jednak¿e znajdujemy u nich jeden pogl±d, pochodz±cy najwidoczniej z korzeni platoñskich, jak gdyby podstawow± doktrynê: ¶wiat na „wygnaniu” - w tej mierze, w jakiej nale¿y go sobie wyobraziæ jako wychodz±cy od Boga i przez to oddalaj±cy siê od Niego; wszystkie istoty, wszyscy ludzie dadz± siê porównaæ do spadaj±cych i gasn±cych iskier. „Chasydom”, czyli pokornym i pe³nym dobrej woli, przypada zadanie budzenia tych iskier mi³o¶ci± i wspó³czuciem, roz¿arzania i odsy³ania z powrotem do Boga. Tym podstawowym ¿±daniem, aby rozumiej±c i wspó³czuj±c braæ udzia³ w b³±dzeniu, t³umaczy siê atmosfera tolerancji, która wyró¿nia domenê chasydyzmu bardziej ni¿ jak±kolwiek inn± prawowiern± grupê ¿ydowsk±. A przecie¿ ich p³on±co niecierpliwe szukanie Boga by³o tak niezwyk³e, ¿e wywo³a³o gwa³town± krytykê ze strony mitnagdim, zwolenników tradycji starorabinackiej pobo¿no¶ci. Na zje¼dzie w Brodach, w po³owie XVIII w., dosz³o do niebezpiecznych staræ. Mitnagdim zaczêli wo³aæ: „Wdziejcie sukniê zemsty przeciw tym, którzy podczas modlitwy zamiast, jak siê nale¿y, sk³aniaæ wzrok ku ziemi, a zmys³y wznosiæ ku Bogu, odwa¿aj± siê zuchwale poszukiwaæ Boga szalonymi gestami i wyzywaj±cymi spojrzeniami!” Ktokolwiek, a¿ po nasze czasy, widzia³ uniesienie chasydów w tañcu i modlitwie, potwierdzi tê obserwacjê i zrozumie, ¿e zwolennicy bardziej umiarkowanego i ch³odniejszego sposobu bycia odczuli to jako wyzwanie.

    Tak¿e pó¼niej nie milk³y zarzuty: chasydzi pozdrawiali rzekomo ¶wiêt± sobotê dzikimi tañcami, zapominaj±c przy tym o ca³ym ¶wiecie, tak¿e d w³asnych obowi±zkach; chasydzi pili jakoby wódkê po modlitwie - nieraz za wiele wódki; jeden z ich rabinów twierdzi³ nawet, ¿e gdy tak siedz± razem przy wódce, to jakby uczyli siê Tory. Chasydzi odpowiadali przeciwnikom, ¿e ci ostatni odmawiaj± modlitwy bez ciep³a, przez co staj± siê one lodowato zimne, jak czuwanie przy zmar³ym, gdy tymczasem chasydom podczas modlitwy rozpala siê serce, i w³a¶nie dlatego ¿ywy cz³owiek musi napiæ siê wódki. Do tego dochodzi nastêpuj±ce wyja¶nienie psychologiczne: je¿eli cz³owiek zmusza siê do modlitwy ze zbyt wielk± powag±, to kusiciel sprzeciwia siê temu z równie wielk± si³± i przeszkadza modlitwie „obcymi my¶lami”. Je¿eli jednak cz³owiek po modlitwie od¶wie¿a siê wódk± przyja¼nie, po ludzku, je¶li przepija jeden do drugiego „na zdrowie”, to kusiciel uwa¿a to za pró¿n± zabawê, nie troszczy siê wiêcej o to, i modlitwa wznosi siê weso³o i swobodnie ku niebu.

    Ta kontrowersja wyja¶nia, dlaczego nie tylko racjonali¶ci, to znaczy drobiazgowi i surowi talmudy¶ci, byli przeciwnikami chasydyzmu, ale równie¿ w³a¶nie tak subtelni i wysoce uduchowieni mistycy jak Rabbi Eliasz z Wilna (1720-1797), który uwa¿a³ drogê chasydów za zniekszta³cenie Kaba³y. Podpisa³ on równie¿ odezwê, w której wzywa³ do ob³o¿enia chasydów kl±tw±. Rozd¼wiêk miêdzy tymi dwoma kierunkami rozdziela³ nierzadko rodziny. Tak na przyk³ad dobrotliwy rabin Leib z Sasowa, jako przyjaciel wszelkiego stworzenia, zwierz±t i ludzi, kochany tak¿e przez nie-¯ydów, mia³ ojca, który by³ gwa³townym przeciwnikiem chasydyzmu. D³ugie lata gniewa³ siê on na syna za wybór drogi chasydzkiej, co wiêcej, mia³ podobno przygotowan± rózgê, aby ukaraæ go po ojcowsku. Nazywa³ siê Rabbi Jakub” z Brodów, miejscowo¶ci znanej jako centrum przeciwników chasydyzmu. Mieli tam jakoby specjalne miejsce spotkañ, zwane ironicznie Chassidim-Sztibe³e, izba chasydzka.

    Baal Szem Tow na dwa sposoby uszed³ atakom konserwatystów. Przede wszystkim o¶wiadczy³, ¿e sam nie chce wierzyæ inaczej, ani innym nie nakazuje wierzyæ inaczej ni¿ tradycyjnie, a nawet - o ile to mo¿liwe - jeszcze wiêcej. Nie zrezygnowa³ z ani jednej litery Pisma ¦wiêtego, z ani jednego tradycyjnego obyczaju. Potem jednak zszed³ swym przeciwnikom z drogi, tak¿e fizycznie, oddalaj±c siê w puszcze i po³oniny karpackie, daleko od Brodów. Sta³ siê pustelnikiem, ukazuj±c siê wraz z ¿on± to tu, to tam, nad rzekami Prutem i Czeremoszem, mieszkaj±c to w karczmie le¶nej, to w górskiej pieczarze. Mowa jest o pewnych miejscowo¶ciach, a uporczywa tradycja pozwala przypuszczaæ, ¿e w wielu z tych miejscowo¶ci, je¶li nie we wszystkich, naprawdê przebywa³. Mnie samemu znana jest z bezpo¶redniej ustnej tradycji miejscowo¶æ Jasienowo nad Czarnym Czeremoszem.

    Mo¿na by oczywi¶cie wysun±æ zastrze¿enie, ¿e podania te powsta³y dopiero, gdy osiedla ¿ydowskie równie¿ poczê³y wspinaæ siê w góry, a by³o to ca³kiem pó¼no, nad górnym Czeremoszem na przyk³ad dopiero z pocz±tkiem XIX wieku. Jednak¿e tradycja huculska jest niew±tpliwie starsza i musi polegaæ na w³asnej pamiêci, a nie na po¶rednictwie ¯ydów. Ci dawno osiadli pasterze, mówi±cy jêzykiem ukraiñskim i wyznaj±cy religiê greckokatolick±, ograniczaj± siê g³ównie do tradycji rodzinnych i lokalnych, opowiadaj±c - tak¿e tam, gdzie chodzi o tre¶ci mistyczne - przede wszystkim o bohaterskich pasterzach, ch³opach i przywódcach opryszków swej górskiej ojczyzny. Równie¿ ich niebo zaludniaj± takie postacie. Niew±tpliwie trwaj± w¶ród nich fragmenty podañ ze staro¿ytno¶ci s³owiañskiej, jak na przyk³ad liczne apokryfy i pie¶ni, pochodz±ce czê¶ciowo z Ba³kanów, czê¶ciowo z dawnej Rusi. Lecz niew±tpliwie brak im by³o zainteresowania dla stosunkowo niedawnych zdarzeñ w¶ród ¯ydów w oddalonych okolicach. Mogli wiêc przekazywaæ wie¶ci tylko o tym, czego dowiedzieli siê we w³asnym osiedlu lub w najbli¿szym s±siedztwie. Takie wie¶ci by³y uparcie zachowywane i przekazywane dalej.

    I ja równie¿ s³ysza³em od dzieciñstwa o Baal Szem Towie, zw³aszcza o tym, ¿e mieszka³ w Jasienowie u rodziny huculskiej zwanej Fedieczkowi i ¿e obs³ugiwa³a go ona przyja¼nie, a w potrzebie równie¿ pielêgnowa³a. Potomkowie owej rodziny, którzy powo³ywali siê jeszcze na tê tradycjê, mieszkali za naszych czasów we wsi Krasnojila, niedaleko Jasienowa. Inna wie¶æ podaje nazwê pieczary le¶nej (surduk) na lewym brzegu Czeremoszu, w której podobno mieszka³ pustelnik Baal Szem Tow, oraz nazwê wysoko po³o¿onego ¼ród³a, w którym siê k±pa³.

    Historiografia sk³onna jest co prawda odsuwaæ jako legendê wszystko, co nie jest wyra¼nie za¶wiadczone na pi¶mie. Niew±tpliwie niektóre wspomnienia mogli w tamte strony przynie¶æ pó¼niej ¯ydzi, podobnie jak ³atwo rozeznaæ mitotwórcze legendarne upiêkszenie opowie¶ci. Jednak¿e rdzeñ tradycji - jak powiedziano - nale¿y do skarbca pamiêci z dawien dawna osiad³ych tam Hucu³ów: nietkniêty krajobraz górski i specyficzny kr±g legendarny tamtejszych pasterzy okre¶laj± w sposób nieomylny i niezatarty atmosferê opowie¶ci o Baal Szem Towie. Szczególnie charakterystyczne jest splecenie tych opowie¶ci z postaci± przywódcy opryszków, O³eksy Dobosza, która niezale¿nie od cech mitycznych, jakich nabra³a z czasem, za¶wiadczona jest w aktach s±dowych XVIII wieku. Podczas gdy w innych okolicach ¯ydzi gardzili gwa³townikami, czy to Kozakami, czy rozbójnikami, to Dobosz odgrywa, rzecz dziwna, w ustnej tradycji chasydów ca³kiem sympatyczn± rolê, jako obroñca biednych i s³abych, a nawet bywa przedstawiany jako przyjaciel Baal Szem Towa.

    Historia pisana ma niewiele do powiedzenia o okresie pustelniczym Baal Szem Towa, dlatego te¿ skazani jeste¶my na mniej lub wiêcej wiarygodne ¶lady, które pozostawi³a legenda. I tak na przyk³ad opowiada legenda - zapewne z okazji jego nieudanej wyprawy do Palestyny - i¿ Baal Szem Tow wêdrowa³ z Jasienowa do Safed podziemnym chodnikiem pod gór± Pysanyj Kamieñ i ¿e powróci³ t± sam± drog±. Inne legendy opowiadaj±, jak studiowa³ on w swej samotnej pieczarze grube ksiêgi - brzmi to jak wielokrotnie powtarzane sprawozdania naocznych ¶wiadków. Legenda snuje dalej: Baal Szem Tow zostawi³ tam jakoby ksiêgê, któr± otrzyma³ w górach od Boga. Podobno pó¼niej wêdrowcy górscy poszukiwali tej ksiêgi po lasach i ska³ach. Jeszcze nowszej daty mo¿e byæ interpretacja, wed³ug której ksiêgê tê napisa³ Bóg.

    Legendy te pokazuj± dok³adnie, w jak bezpo¶redni sposób pierwsi chasydzi odczuwali naturê jako stworzon± przez Boga. Historiê powstania chasydyzmu da³oby siê mo¿e scharakteryzowaæ w ten sposób, ¿e wyfrun±³ on z ciasnej izby w szeroki ¶wiat, w samotno¶æ lasu i gór, aby tam odnale¼æ siebie, i ¿e powróci³ znowu, aby za³o¿yæ now± wspólnotê. Raz rozbudzona mi³o¶æ do przyrody dzia³a³a d³ugo i potê¿nie w¶ród wiernych, zgodnie z nakazem Mistrza: obudziæ wszystkie rozproszone i zgas³e iskry Bo¿e poprzez Mi³o¶æ. Wiele dowodów na to znajduje siê w licznych opowie¶ciach chasydzkich. O Rabbim Sussji z Annopola (zmar³ w 1800 r.) mówi podanie, ¿e jako m³ody chasyd nie móg³ wytrzymaæ w jeszibie i uszed³ do lasu, aby tam medytowaæ. Z opowiadania, pochodz±cego podobno od Rabbiego Ajzyka z ¯ydaczowa, dowiadujemy siê, ¿e jego mistrz w m³odo¶ci s³ysza³ przysz³o¶æ w szumie drzew.

    

  

 

« Ostatnia zmiana: Luty 02, 2010, 18:35:06 wys³ane przez Kiara »
Zapisane
  • Kiara
  • Administrator
  • Ekspert
  • *****
  • Wiadomo¶ci: 2458
  • Zobacz profil
Odp: CHASYDZI.
« Odpowiedz #1 : Luty 02, 2010, 18:23:30 »


.... Najbardziej urozmaicone s± podania o prawnuku Baal Szem Towa, Nachmanie z Brac³awia. Opowiadaj± one o ¿yciu z dala od wszelkich ludzkich osiedli, o sadybach nad brzegami odleg³ych jezior. Równie¿ d±¿enie do ascezy schodzi u Nachmana z Brac³awia na drugi plan wobec przemo¿nego prze¿ywania natury. Dla g³êbi i ¿arliwo¶ci tego prze¿ycia Martin Buber znalaz³ piêkne s³owa: „Tymczasem Bóg spogl±da ze wszystkich drzew na prze¿ywaj±cego i z ka¿dym zielem jest na ty”.

    W ten sposób dla tych biedaków, którzy nie posiadali absolutnie nic i w pewnym sensie ¿yli na marginesie ¿ydostwa, otworzy³ siê dostêp do ¿ywej przyrody, zamkniêty dla nich przez stulecia. Mistrz Boskiego Imienia wyprowadzi³ ich z ciasnych izdebek, murów i uliczek w ¶wiat ¿ywych stworzeñ.

    Wewnêtrzne przemiany Baal Szem Towa, z których zdaje sprawê tradycja ustna, dadz± siê najlepiej uwydatniæ na przyk³adzie krajobrazu. Starobuddyjska sentencja g³osi: „Wielkie rzeczy dziej± siê, gdy siê spotykaj± ludzie z górami”. Tak i Baal Szem Tow, samotny wêdrowiec i pustelnik, wiele swych odkryæ duchowych zawdziêcza lasowi i górom. Takie spotkanie przeczuwa³, têskni³ za nim i zdoby³ je wreszcie nie bez wysi³ku. ¯ydowski mieszkaniec ma³ego miasteczka -który odpowiednio do swego stanu chadza³ nie uzbrojony - nie by³by siê nigdy nara¿a³ na takie niebezpieczeñstwo, przera¿ony ju¿ na sam± my¶l o tylu dzikich zwierzêtach i bandach rozbójników. Lecz dla takiego cz³owieka jak Baal Szem Tow nie by³o to przeszkod±. Jednak¿e i jemu musia³o byæ trudno pokonywaæ wielkie odleg³o¶ci miêdzy samotnie po³o¿onymi osiedlami. Ju¿ w XVIII wieku s± wzmianki o rabinach stale osiad³ych w dwu miasteczkach nad Czeremoszem: w Kutach (jidysz Kitew) i w Kosowie. Baal Szem Tow by³ ¿onaty z siostr± rabina Gerszona z Kut, musia³ wiêc dostaæ siê z Brodów, na pó³noc od Lwowa, a¿ pod sam± rumuñsk± granicê. Wed³ug ustnej tradycji z XVIII wieku (gdy¿ raporty pisemne zarz±dów dóbr nad górnym Czeremoszem mamy dopiero z XIX wieku) Baal Szem Tow dzier¿awi³ od dominium w Jasienowie karczmê w miejscu zwanym „Plac”. Odleg³o¶æ z Kut do Jasienowa now± drog±, ³±cz±c± te miejscowo¶ci, wynosi dzisiaj 40 kilometrów, jednak¿e stary szlak, który szed³ bodaj¿e ko³o pieczary i poprzez Sokolsk± Ska³ê, musia³ byæ o wiele d³u¿szy. Podanie g³osi, ¿e w pieczarze tej ¿y³ Baal Szem Tow z ¿on± jeszcze przed swym o¶wieceniem i ¿e ¿ona codziennie wioz³a taczki pe³ne gliny do miasteczka, aby sprzedaæ je tam ceglarzowi. A gdy wydzier¿awili karczmê w górach, wtedy ¿ona pozostawa³a przewa¿nie w domu, a m±¿ udawa³ siê na wêdrówkê. Na pewno przeszed³ wielekroæ dalek± drogê z Jasienowa do Kut i z powrotem, aby w czasie uroczystych ¶wi±t odwiedziæ tam dom modlitwy albo rodzinê ¿ony. Tutaj nale¿y oczywi¶cie pamiêtaæ o ca³kiem innym trybie ¿ycia w tamtych czasach. W lasach i na po³oninach wschodnich Karpat roli prawie nie uprawiano, a ludno¶æ zajmowa³a siê g³ównie hodowl± byd³a i my¶listwem. Zatem i po¿ywienie sk³ada³o siê z dziczyzny i nabia³u, a ponadto z mama³ygi, z kaszy jêczmiennej lub hreczanej, i jeszcze dzi¶ piecze siê chleb i ko³acze najwy¿ej na ¶wiêta. Aby dostarczyæ z dolin w góry rzeczy niezbêdnych do codziennego u¿ytku, u¿ywano koni jucznych ze szczególnie twardej i wytrzyma³ej rasy, która pokaza³a, co jest warta na karko³omnych nieraz p³ajach górskich. Klimat jest tam surowy, w zimie ¶nie¿ne zamiecie, w lecie gwa³towne burze. Zrozumia³e wiêc, ¿e Baal Szem Tow nie nosi³ ma³omiasteczkowego ¿ydowskiego ubioru, lecz proste ch³opskie odzienie i barani ko¿uch, którego nigdy nie zdejmowa³, a przepasywa³ go zwyk³ym postronkiem. Takim pozosta³ w pamiêci obraz wêdrowca i pustelnika.

    W krainie tej, odk±d pamiêæ siêga, by³o wiele samotnych chat i domów, których mieszkañcy prowadzili przewa¿nie ¿ycie ustronne, z dala od ludzi i ¶wiata. Jeszcze dzi¶ jest powszechnie przyjête, ¿e pasterze spêdzaj± lato z trzodami na wysokich po³oninach, a zimê w zasypanych ¶niegiem „zymarkach”, daleko od rodzinnej wioski. W takich samotniach cz³owiek wystawiony jest na niebezpieczeñstwa, jakich w spo³eczno¶ci niemal siê nie spotyka. Sam zna³em ludzi, którzy twierdzili, ¿e widzieli diab³a w rozmaitych postaciach. Stale zagro¿eni przez magiê i ¶wiat duchów, bronili siê przeciw temu, ucz±c siê sami praktyk magicznych i stosuj±c je. Nale¿± do nich: „¿ywa watra”, „¿ywa woda”, „¿ywe s³owo” oraz przemówki czarodziejskie i formu³ki zaklêæ. Czary mog± siê wyra¿aæ w najrozmaitszych postaciach, zale¿nie od tego, na co cz³owiek jest wra¿liwy. Zdarza siê na przyk³ad, ¿e m³odych ludzi opêtuj± „le¶ne kobiety”, za¶ cierpienia, powodowane przez te nierzadko chorobliwe stany, potêguj±, siê tak dalece, ¿e bywaj± nie do zniesienia. Zrozumia³e wiêc, ¿e w takich wypadkach ofiary maj± wiêcej zaufania do formu³ek magicznych ni¿ do swych spowiedników. W tego rodzaju sytuacjach doradza siê unikaæ w rozmowach tematu „kobieta”. Ze zrozumia³ych wzglêdów cz³owiek jako jednostka wydany jest w nierównie wiêkszej mierze na pastwê demonicznych si³ przyrody. Ale Z³o znajduje pole dzia³ania nie tylko w tej bezbronno¶ci samotnego cz³owieka, lecz o wiele bardziej w gotowo¶ci ludzkiego ducha do przyjêcia Z³a, aby siê nim pos³ugiwaæ dla zdobycia w³adzy nad innymi, gdy¿: „W³adza jest zawsze z³a”, mówi wybitny historyk szwajcarski J. Burckhardt. Znamienne jest, ¿e w³a¶nie w tej samotnej krainie górskiej panoszy³o siê tylu wielkich czarowników; u¿ywali swej mocy czarodziejskiej nie tylko, by siê m¶ciæ na w³asnych wrogach, lecz nierzadko tak¿e ze z³owrogiej ¿±dzy osi±gniêcia w³adzy nad innymi stworzeniami i drêczenia ich. Bano siê ich bardzo, gdy¿ czary dzia³a³y na wielk± odleg³o¶æ, oni za¶ sami w³adali najbardziej wyrafinowanymi metodami mêczenia i zabijania i stosowali je bez skrupu³ów. Byli niewidzialn±, ba, nieuchwytn± moc±, wobec której tak¿e duchowieñstwo okazywa³o siê bezsilne; czarownicy bowiem nie przeciwstawiali siê Ko¶cio³owi nigdy otwarcie, lecz tylko potajemnie, wszelkim napa¶ciom za¶ potrafili siê wymykaæ. Ich ¿±dza w³adzy nie cofa³a siê przed ¿adn± zbrodni±, w³±cznie ze ¶wiêtokradztwem. Tak wiêc wszelkie wysi³ki duszpasterskie musia³y siê za³amaæ na zatwardzia³o¶ci i zepsuciu ich dusz.

    Z drugiej za¶ strony w³a¶nie ten niewymuszony tryb ¿ycia, nie ograniczony przez ¿adn± konwencjê, umo¿liwia³ takim samotnym ludziom o wiele wiêksz± swobodê wobec wszystkich istot ¿yj±cych w przyrodzie. Brali oni udzia³ w sposób bezpo¶redni i intensywny w ¿yciu i cierpieniu wszelkiego stworzenia i nazywali to ¿ycie z religijn± czci± - „wszystko, co oddycha”. Dla g³êbokiej ³±czno¶ci z przyrod± Nachmana z Brac³awia, prawnuka Baal Szem Towa, znamienne jest to, co Martin Buber opowiada o nim, ¿e nie móg³ spaæ w nowo zbudowanym drewnianym domu; mia³ uczucie, ¿e le¿y miêdzy ¶wie¿ymi deskami jakby miêdzy umar³ymi, gdy¿ wierzy³, ¿e morduje siê duszê drzewa, kiedy siê je ¶cina przed czasem. Nie tak dawno temu zdarzy³a siê nastêpuj±ca historia. Pewien Hucu³, który naj±³ siê za drwala w wielkim przedsiêbiorstwie, wyzna³ swemu spowiednikowi, ¿e odczuwa ¶cinanie drzew jako masowy mord na bezbronnych stworzeniach.

    Nale¿y wspomnieæ jeszcze jedn± istotn± w³a¶ciwo¶æ tej ludno¶ci górskiej: zami³owanie do tañca. Swe rzadkie spotkania ¶wiêtuj± oni szczególnie rado¶nie i nierzadko tañcz± przez ca³± noc, nawet gdy przez ca³y dzieñ ciê¿ko pracowali. Pierwszy dok³adny opis tych tañców znajduje siê w dziele Hacqueta Neueste Politisch-geographische Reisen, które ukaza³o siê w Norymberdze w roku 1794 (a wiêc jakie czterdzie¶ci lat po pobycie Baal Szem Towa w górach). Sposób bycia i tryb ¿ycia tej ludno¶ci górskiej nie zmieni³ siê prawie a¿ do dzisiejszych czasów.

    Powrót Baal Szem Towa z samotno¶ci górskiej do ¿ycia nowej gminy i pocz±tki jego dzia³alno¶ci nie zosta³y przekazane, ale dadz± siê one ³atwo uzupe³niæ. Ju¿ w dzieciñstwie ujawni³a siê jego sk³onno¶æ do urzêdu nauczycielskiego: z wielk± mi³o¶ci± i cierpliwo¶ci± naucza³ podobno dzieci szkolne modlitw i pie¶ni. Nowa gmina, któr± odnalaz³ po latach pustelnictwa, by³a jednak mniej lub wiêcej gmin± dzieci. Po d³ugoletniej samotno¶ci i odosobnieniu ofiarowa³ teraz wszystkie si³y gminie i ¿y³ ze swymi dzieæmi duchowymi w bliskiej za¿y³o¶ci. „Myt symche, Jide³ech, myt symche ³omir im dinen!” (W rado¶ci, ¯ydzi, w rado¶ci s³u¿my Mu!) - ta pie¶ñ jest charakterystyczna dla atmosfery rado¶ci i mi³o¶ci, która nape³nia³a serca pierwszych chasydów.

    Nie wolno nam popa¶æ w b³±d wyja¶niania chasydyzmu i jego powstania folklorem kraju. Folklor jest, moim zdaniem, w ogóle okre¶leniem niew³a¶ciwym i zarozumia³ym, i zamiast tego by³oby lepiej mówiæ o „¶ladach starej, szczególnie archaicznej kultury religijnej”. Baal Szem Tow by³ uzbrojony duchowo - s³awny by³ jako twórca magicznych ¶rodków obronnych, przede wszystkim amuletów, które odpêdza³y choroby i demony, a amulety te by³y zawsze sygnowane tylko przez niego. By³oby ra¿±cym nadu¿yciem w oczach prawowiernych ¯ydów, gdyby amulety takie dzia³a³y moc± ¶wiêtego Bo¿ego Imienia - wielu, którzy co¶ podobnego uczynili, wyklêto jako heretyków. Baal Szem Tow walczy³ jednak „osobi¶cie” przeciw demonom, nie obawia³ siê ani diab³ów, ani czarowników. W zwi±zku z tym warto wspomnieæ, ¿e praktyki magiczne, jakimi pos³ugiwali siê w pal±cej potrzebie chrze¶cijañscy Huculi i ¿ydowscy chasydzi, by³y zasadniczo te same. By³em raz ¶wiadkiem rozmowy miêdzy wiejskimi ¯ydami a Hucu³ami, która obraca³a siê wokó³ zbrodni pope³nionej w demoniczny sposób przez pewnego czarownika, i zauwa¿y³em ze zdumieniem, ¿e wszyscy obecni nie tylko wiedzieli, jak te czary dzia³aj±, ale ¿e obie strony mia³y te¿ na to tê sam± nazwê. Mówili niemal w poetycznych zwrotach o mo¿liwo¶ci odes³ania z powrotem dokonanego zaklêcia, które wyobra¿ali sobie jako rodzaj magicznej strza³y (odes³anie takie nazywa siê po huculsku obertyn).

    Mimo woli narzuca siê pytanie, czy i o ile wp³ywy chrze¶cijañskie wspó³dzia³a³y w powstaniu chasydyzmu. W pewnym wierszu w jêzyku jidysz, napisanym przez poetê Nuchima Bomsego z Sasowa, przedstawiony jest ¿ydowski ch³opiec, gdy stoi nas³uchuj±c pod murem cmentarnym przed ko¶cio³em, jakby zaklêty przez czar modlitw chrze¶cijañskich. Taka si³a przyci±gania promieniowa³a mo¿e z weso³o¶ci, ale mo¿e i z uczuciowo¶ci tych modlitw. Mo¿e te¿ potê¿ne dzieciêce zaufanie prostych ch³opów do Boga wywo³ywa³o tak g³êbokie wra¿enie na ¿ydowskich chasydach, gdy¿ by³o spokrewnione z ich w³asnymi uczuciami religijnymi. Ale o bezpo¶rednim wp³ywie nie mo¿e tu chyba byæ mowy, ani te¿ o wp³ywie Kaba³y czy chrze¶cijañskiego neoplatonizmu. Nie wolno zapominaæ, ¿e w ¿ydostwie od tysiêcy lat obrz±dki obchodzone by³y równie¿ na ³onie rodziny i ¿e w ten sposób rodzina przede wszystkim przechowywa³a i przekazywa³a tradycjê. I ciekawe, ¿e mimo rzekomego konserwatyzmu talmudystów, chasydzi byli pewniej zakorzenieni w tradycji; prawo-wierno¶æ wcielili, ¿e tak powiem, w siebie, tote¿ byli mniej nara¿eni na odstêpstwo ni¿ kierunek racjonalistyczny. W Wilnie, w centrum uczono¶ci ¿ydowskiej, ukaza³y siê dwa s³ynne traktaty deistyczne, jeden napisany przez rabina ¿ydowskiego, drugi przez karaimskiego. Prze³o¿one na ³acinê znalaz³y one pó¼niej uznanie w oczach Wol-tera. Pismo chasydzkie nie mog³oby chyba natrafiæ na takie echo u innowierców. Racjonali¶ci byli zagro¿eni ju¿ przez to samo, ¿e posiadali ogólne wykszta³cenie, tote¿ ich wykorzenienie dokona³o siê stosunkowo szybko. Nierzadko zdarza³o siê w Polsce, ¿e potomkowie wykszta³conych rabinów przechodzili na chrze¶cijañstwo. To, ¿e w ruchu chasydzkim takich wypadków niemal nie by³o, nale¿y uwa¿aæ za jedyne w swoim rodzaju zjawisko z punktu widzenia nauki o religii. Z tego te¿ powodu niektóre dzie³a francuskie i polskie okre¶laj± chasydów jako si³y „reakcyjne”.

    Niepodobna przeoczyæ innego jeszcze faktu: ¿e istniej± wspólne cechy miêdzy chasydyzmem a franciszkanami. Podobieñstwo to t³umaczy siê zapewne decyduj±cym wp³ywem ¿ywio³u ubogiego i niewykszta³conego, przy czym nie wolno zapominaæ, ¿e Baal Szem Tow kszta³towa³ swoj± naukê ¶wiadomie w opozycji do uczono¶ci, która wyczerpywa³a siê na subtelno¶ciach scholastycznych i logicznych.......
Zapisane
  • Kiara
  • Administrator
  • Ekspert
  • *****
  • Wiadomo¶ci: 2458
  • Zobacz profil
Odp: CHASYDZI.
« Odpowiedz #2 : Luty 02, 2010, 18:24:45 »


    .....U ¶wiêtego Franciszka decyduj±ca by³a chyba pokora. Istotne dla chasydyzmu by³o jego ca³kiem odmienne nastawienie do ¶wiata zwierz±t, a mianowicie jego wspó³czucie dla wszelkiego stworzenia, postawa, która by³a obca dotychczasowemu religijnemu odczuciu judaizmu. Tak na przyk³ad legenda o Rabbim Mojsze Leibie z Sasowa g³osi, ¿e musiano czekaæ na niego w synagodze podczas kol-nidri (g³ówna modlitwa w S±dny Dzieñ), gdy¿ w tym czasie karmi³ pozosta³e w domu dzieci oraz poi³ konie i krowy. Inny rabin, Gerszon z Kut, postawi³ sobie za zadanie uwalnianie z³owionych ptaków; naprzód wykupywa³ je i wypuszcza³ z klatek, a gdy mu ju¿ zabrak³o na to pieniêdzy, po prostu otwiera³ klatki i pozwala³ ptakom ulatywaæ. Podobno niejednokrotnie zarobi³ sobie przez to na razy. Ta blisko¶æ chasydów do przyrody zaniknê³a jednak niemal ca³kowicie, gdy z mieszkañców wsi stali siê mieszczanami.

    Nale¿y jeszcze wspomnieæ o pewnej innej tendencji w ³onie chasydyzmu. Chasydzi ¶wiadomie odsunêli siê od ludzi wykszta³conych i w ogóle od wykszta³cenia, co spowodowa³o si³± rzeczy zbli¿enie z ludno¶ci± wiejsk±, mówi±c± czê¶ciowo po polsku, a czê¶ciowo po ukraiñsku. ¯ydzi-chasydzi mówili, pisali i modlili siê po ¿ydowsku (jidysz), lecz w miarê tego, jak wiê¼ z ch³opami stawa³a siê ¶ci¶lejsza, przyjmowali elementy jêzyka miejscowego. Przypisywali polskim i ukraiñskim melodiom ludowym, podobnie jak Pie¶ni nad Pie¶niami, znaczenie religijne. W ten sposób prosta tre¶æ tych pie¶ni nabiera³a g³êbokiej warto¶ci symbolicznej: ró¿a z pie¶ni mi³osnej pasterza sta³a siê symbolem celu niebieskiego, za¶ nieprzebyty las, oddzielaj±cy nas od tej ró¿y, emblematem wygnania, w czasie którego mamy osi±gn±æ zbawienie poprzez mi³o¶æ. W³a¶nie w tych poetyckich wyra¿eniach chasydów objawi³a siê ca³a g³êbia ich têsknoty religijnej. Zestawienie takich pie¶ni i ich reinterpretacja w ci±gle na nowo poszukiwane i na nowo odnajdywane symbole da³yby w³a¶nie w swej ró¿norodno¶ci ¿ywy dowód potê¿nej wyobra¼ni religijnej chasydów. Niew±tpliwie magiê cyfry czy te¿ mistykê cyfr zapo¿yczyli z Kaba³y, natomiast to dziedzictwo pie¶ni by³o autentyczn±, naturalnie wyros³± poezj± ludow±, zaczerpniêt± ze skarbca d³ugiego do¶wiadczenia ¿ycia i cierpienia, które ³±czy³o ich w najbardziej bezpo¶redni sposób z nie¿ydowskim otoczeniem.

    Nowoczesny rozwój nie pozosta³ bez ¶ladu tak¿e w¶ród chasydów; przeciwieñstwa miêdzy biednymi a bogatymi ¯ydami, miêdzy rzemie¶lnikami a mieszczanami prowadzi³y, chc±c nie chc±c, do solidarno¶ci miêdzy biednymi ¯ydami a chrze¶cijanami. Lecz równie¿ ¿ycie religijne poddane by³o ci±g³ym zmianom, tak ¿e z biegiem czasu powsta³y dwa bieguny: chasyd i cadyk. Oba s³owa wywodz± siê z Biblii i z Talmudu. W Pi¶mie ¦wiêtym pojawia siê Bóg jako chasyd. „Jam jest chasyd - mówi Pan - i nie bêdê siê gniewa³ wiecznie”. W jednym z komentarzy powiedziane jest o Bogu: „Na pocz±tku jest On cadykiem i w³ada prawdziwym Prawem. Potem staje siê chasydem, odwracaj±c siê od Prawa i stosuj±c £askê”. W Pi¶mie ¦wiêtym ma wiêc chasyd wy¿sz± rangê ni¿ cadyk. W dalszym rozwoju ¿ydostwa, zw³aszcza w okresie wygnania, cadyk sta³ siê „po¶rednikiem i kap³anem”. Cadycy zyskali na znaczeniu w³a¶nie na skutek rozszerzenia siê chasydyzmu. Cadyk jest powo³any, aby mówiæ z Bogiem, co wiêcej, mo¿e nawet s±dziæ Boga. Cadycy s± centralnymi postaciami ludzko¶ci, ¶wiat istnieje dziêki nim, a moc ich jest nieograniczona. Zwolennikom Rabbiego Nachmana z Brac³awia przypisuje siê nastêpuj±ce powiedzenie: „Cadyk jest Moj¿eszem i Mesjaszem w jednej osobie”.

    Ta przemiana chasydyzmu doprowadza coraz bardziej do wyschniêcia dzieciêcej wiary w Boga i spontanicznego odczuwania. Znawcy twierdz±, ¿e da siê skonstatowaæ degeneracjê wiary chasydzkiej, i wyprowadzaj± j± z nadu¿yæ „cadykizmu”, to jest z przesadnej wiary w ich moc i wiary w cuda. Jedna z legend, zajmuj±ca siê postaci± z³ego Samaela, czyli Szatana (trudno powiedzieæ, czy jest ona pochodzenia chasydzkiego, czy rabinackiego), przypisuje Szatanowi w nader ironiczny sposób upadek chasydyzmu, lecz gdy siê bli¿ej przyjrzeæ, zdaje sobie cz³owiek sprawê, ¿e to zbytnia gorliwo¶æ, je¶li chodzi o liczbê wiernych, powoduje ten fatalny rozwój. Szatan kaza³ we wszystkich ¶wiatach rozbrzmiewaæ wezwaniu: „Niechaj wszyscy stan± siê chasydami!” I tak siê te¿ sta³o.

    Bez w±tpienia wielka si³a religijna chasydyzmu le¿a³a w modlitwie, w „s³u¿bie serca”, jak mówi Talmud. Na zakoñczenie wiêc niech wolno mi bêdzie przywo³aæ obraz modlitwy chasydzkiej, tak jak j± prze¿y³em sam, w dzieciñstwie nad górnym Czeremoszem, w ojczy¼nie chasydów.

    Pewnego razu zobaczyli¶my Ajzyka, jak powoli i godnie kroczy³ do bo¿nicy (Szil), by³, jak siê nam zdawa³o, dziwnie przebrany, w ciemnym jedwabnym cha³acie, w piêknej lisiej czapie, w bia³ych poñczochach, w mesztach lakierowanych, w rêce mia³ bia³± jedwabn± chustkê, w któr± zawiniêta by³a ksi±¿ka do nabo¿eñstwa. Strój ten przypomina³ nam ornat ksiêdza greckokatolickiego podczas mszy ¿a³obnej, ale jeszcze bardziej strój owego Hiszpana, którego portret wisia³ w salonie naszej Babci. Zapytali¶my niezw³ocznie Babciê, dlaczego on tak siê przebra³, i otrzymali¶my zwiêz³± odpowied¼, która zapewne z powodu brzmienia nieznanego s³owa zelektryzowa³a mnie: „Ajzyk jest chusydem”. To tajemnicze s³owo przejê³o mnie dreszczem i sprawi³o, ¿e wracaj±c w czasie ¶wi±t ¿ydowskich wieczorem z przechadzki do ¯ydowskiego Kamienia wraz z moj± m³odsz± siostr± pod opiek± niani, podsun±³em siê pod jasne okna nad Waratynem. Patrzy³em d³ugo do wnêtrza du¿ej izby, w której modlili siê ¯ydzi. Widok wci±gn±³ mnie od razu w obcy ¶wiat. Jeszcze teraz wydaje mi siê, jakbym wtedy zagl±dn±³ przez tajemnicze szpary poza ¶ciany zwyk³ego, codziennego ¶wiata.

    Wszystkie postacie ludzi by³y przeczarowane. Który¶ z m³odych ¯ydów, smuk³y i wysoki, z nakryt± g³ow±, nieruchomo sta³ oparty o ¶cianê. Czasem szepta³ co¶, to znów wstrz±sn±³ siê, jakby za³ka³, krzykn±³. I dalej trwa³ w znieruchomieniu. By³o to przera¿aj±ce. „Na pewno kto¶ mu umar³ - pomy¶la³em - a on tak rozpacza. Albo - mo¿e spowiada siê? Mo¿e zna jak±¶ straszn± tajemnicê, a tam, gdzie¶ w ¶cianie, wys³uchuje Ucho Bo¿e?”

    Przewodnik modlitwy, wysoki starzec, z such±, surow± twarz±, jakby wyrze¼bion± z ¿ó³tej ko¶ci, i z d³ug±, siw± brod±, kiwa³ siê bez przerwy gwa³townie przed czym¶, co nazwa³em sobie o³tarzem. Wo³a³, ¶piewa³ przeci±gle, ³ka³ otwarcie. G³os ³ama³ mu siê w ³kaniu, a on sam - to pamiêtam - ³ama³ siê ca³y, to znów jakie¶ b³agalne s³owa wymawia³. Jaki¶ obcy, nie znany mi czarny ¯yd ciska³ gorej±cymi, czarnymi oczyma na wszystkie strony i potrz±sa³ gwa³townie ksi±¿k±. Patrzy³em nañ ze strachem, niemal ob³±kany mi siê wydawa³ w tej gor±czce. Po ka¿dym d³u¿szym przemówieniu starca-przewodnika uczestnicy, z których ka¿dy inaczej siedzia³, inaczej sta³, inaczej chodzi³, g³osili co¶ i krzyczeli chórem.

    Stary Ajzyk siedzia³ na uboczu z rozwian± siw± brod±, powa¿ny i godny. Oczy mia³ zalane ³zami, oblicze rozpromienione, u¶miechniête. Oddala³ i zbli¿a³ do g³owy palce lewej rêki, jakby rozpamiêtywa³ ka¿de s³owo modlitwy i jakby ssa³ z nich s³odycz wznios³o¶ci. Po tylu nieco za powa¿nych, zbyt obcych i samotnych obrazach to dobrze znajome oblicze Ajzyka, pe³ne ufno¶ci, jako¶ mnie pocieszy³o. ¦wiece gorza³y, promienia³y ¶wieczniki. Czeremosz szumia³ jakby bardzo daleko.

    Wtem nadesz³a niania, chwyci³a mnie gwa³townie za ramiê i odci±gnê³a od okna. „Powiem Babci” - zagrozi³a i zaci±gnê³a mnie do domu. Ja jednak by³em jeszcze ca³kiem oszo³omiony moim prze¿yciem. O wiele pó¼niej dowiedzia³em siê, ¿e by³ to S±dny Dzieñ, ¶wiêto obchodzone szczególnie uroczy¶cie przez chasydów. Od tego czasu mia³em wra¿liwe ucho na chasydzkie opowiadania.

    Jak¿e bezpieczne czuje siê dziecko wyrastaj±ce w kraju, którego rok za rokiem strzeg± takie modlitwy, nawet je¶li s± to modlitwy innej religii. Przez stulecia wznosi³ siê szmer tych modlitw ku niebu - teraz zamilk³. Czy zabrzmi kiedy znowu? I czy brzmia³a w nim obca nadzieja czy nasza w³asna?

    1961

Spotkanie z Chasydami.

http://univ.gda.pl/~literat/tematy/0001.htm
« Ostatnia zmiana: Luty 02, 2010, 18:26:22 wys³ane przez Kiara »
Zapisane
  • Kiara
  • Administrator
  • Ekspert
  • *****
  • Wiadomo¶ci: 2458
  • Zobacz profil
Odp: CHASYDZI.
« Odpowiedz #3 : Luty 03, 2010, 01:23:22 »
« Ostatnia zmiana: Luty 03, 2010, 01:32:55 wys³ane przez Kiara »
Zapisane
  • Kiara
  • Administrator
  • Ekspert
  • *****
  • Wiadomo¶ci: 2458
  • Zobacz profil
Strony: [1]
Skocz do:  

Polityka cookies
Darmowe Fora | Darmowe Forum

homofriends darzlubie voters skyworldsv poradniki